Jedyna baza bez wyjątków

Lubrykant wodny jest jedynym, przy którym nie trzeba niczego sprawdzać. Nie niszczy lateksu ani poliizoprenu, więc bezpiecznie idzie z każdą prezerwatywą. Nie reaguje z silikonem, więc nie uszkodzi silikonowej zabawki — w odróżnieniu od preparatów silikonowych, które matowią jej powierzchnię nieodwracalnie. Zmywa się samą wodą i nie zostawia tłustych plam na pościeli.

Wadę ma jedną: z czasem wsiąka i odparowuje. Rozwiązanie jest prostsze, niż większość osób sądzi — zamiast dokładać kolejną porcję, zwilż miejsce odrobiną wody. Preparat natychmiast odzyskuje poślizg, bo woda to jego własna baza.

Osmolalność, czyli rzecz, o której nikt nie mówi

To jedyny parametr, który odróżnia lubrykanty wodne od siebie bardziej niż zapach czy cena — i praktycznie nie pojawia się w opisach sklepowych. Osmolalność mówi, jak bardzo stężony jest preparat w porównaniu z płynami organizmu. Preparat o wysokiej osmolalności wyciąga wodę z komórek nabłonka, przez co śluzówka wysusza się i staje się bardziej podatna na mikrouszkodzenia — czyli dokładnie odwrotnie do zamierzenia.

Punkt odniesienia jest fizjologiczny: naturalne wydzieliny pochwy mają około 260–370 mOsm/kg, nasienie 250–380. Dlatego Światowa Organizacja Zdrowia za wartość optymalną uznaje 380 mOsm/kg, a jako próg akceptowalny przy zakupach wskazuje 1200 mOsm/kg. Problem w tym, że znaczna część preparatów dostępnych na rynku mieści się w przedziale 2000–6000 mOsm/kg, czyli kilkukrotnie powyżej tego progu. Producenci rzadko drukują tę liczbę na opakowaniu — jeśli używasz lubrykantu często albo masz wrażliwą śluzówkę, warto poszukać jej w karcie produktu albo zapytać producenta.

Glicerynę warto sprawdzić

Gliceryna jest w tych preparatach po to, żeby zatrzymywały wilgoć i były gęstsze. U większości osób nie robi nic złego, ale u kobiet ze skłonnością do nawracających grzybic bywa problemem: jest cukrem i w pochwie może stać się pożywką dla drożdżaków. Jeśli po lubrykancie wracają infekcje, poszukaj wersji oznaczonej jako „bez gliceryny” albo „glycerin free” — takich formuł jest coraz więcej.

Drugi składnik wart uwagi to parabeny oraz substancje zapachowe: przy skłonności do podrażnień prostszy skład jest lepszy niż bogatszy.

Co jest na półce

Najszerzej reprezentowane są Pjur i JoyDivision — niemieckie marki z długą historią i dobrze udokumentowanymi składami — oraz Just Glide w większych, ekonomicznych opakowaniach. Do tego Boss Series, LoveStim i MyLove w niższej półce cenowej. Pojemności zaczynają się od saszetek na jedno użycie, a kończą na butelkach półlitrowych z pompką, które w przeliczeniu na mililitr wychodzą kilkakrotnie taniej.

Jak używać

  • Zacznij od mniejszej ilości — porcja wielkości orzecha laskowego zwykle wystarcza; nadmiar paradoksalnie zmniejsza czucie.
  • Rozgrzej w dłoniach przed nałożeniem, zamiast wyciskać zimny żel prosto na skórę.
  • Kropla na zewnątrz prezerwatywy zmniejsza tarcie, które jest jedną z dwóch głównych przyczyn jej pękania. Nigdy do środka: prezerwatywa może się zsunąć.
  • Po wszystkim wystarczy woda — żadnych specjalnych zmywaczy nie potrzeba, a zabawkę i tak umyj preparatem do akcesoriów.

Kiedy sięgnąć po inną bazę

Jeśli poślizg ma trwać długo bez poprawek albo rzecz dzieje się pod prysznicem, lepszy będzie lubrykant silikonowy — pod warunkiem że nie używasz silikonowej zabawki. Do seksu analnego przydaje się gęstsza formuła, bo tam nie ma żadnego naturalnego nawilżenia. Do seksu oralnego — wersje smakowe.